mazowsze serce polski     logo mbc 2 male     logo bip 2 male

Dokładnie 95 lat temu, około godziny 14, rozpoczęły się dramatyczne walki o Płock. Obrona miasta w 1920 roku była tym bardziej rozpaczliwa, że do ataku nań przystąpiły słynące ze swego barbarzyństwa i bezwzględności oddziały „Złotej Ordy” Gaj-Chana.

W 1920 roku Armia Czerwona parła naprzód w zastraszającym tempie. Wojsko polskie wciąż ustępowało nacierającym ze wschodu sołdatom. Zamiarem dowództwa było zniszczenie polskiej armii i dalszy pochód na Zachód. Na panewce spaliły jednak plany rozpętania wojny, jaka miała miejsce w samej Rosji, wojny pomiędzy białymi a czerwonymi. Polacy traktowali działania zbrojne jako walkę o niepodległość ojczyzny i nie mieli zamiaru łatwo jej oddać. Wobec tego sowieci opracowali plan zdobycia Warszawy. Wcześniej zaś miano okrążyć i rozbić główne siły polskie.

Armia bolszewicka, chcąc przedostać się na tyły naszych wojsk, postanowiła zaatakować Płock. Natrzeć nań miał III Korpus Kawalerii Gaja Bżyszkiana wraz z 3. dywizją strzelców z 4. Armii. Osławieni swym okrucieństwem „Czerwoni Kozacy” Gaj-Chana mieli za zadanie błyskawicznie uderzyć na miasto i zająć je z marszu, a następnie wyjść na tyły polskich wojsk znajdujących się pod Warszawą. Sytuacja rozegrała się jednak inaczej, bowiem Płock został zaatakowany już po zakończeniu bitwy warszawskiej.

Płock od początku lipca przygotowywał się do bitwy, zagrożenie miasta było bowiem ewidentne. 15 lipca 1920 r. ogłoszono stan wyjątkowy, rozpoczęto sypanie umocnień – wałów ochronnych na lewym brzegu Wisły.

Społeczeństwo było poruszone. 31 lipca 1920 roku Kurier Płocki wzywał mieszkańców miasta:

„ZIEMIO Płocka, Wstań!
[...]
Wróg staje u wrót!
Wszyscy za broń!
Wszystko dla frontu!

Ocknij się Płocku ze swej drzemki! Ziemio Płocka wstań ze snu! Poruszcie się niemrawe instytucje i stowarzyszenia!. Nie pułk, ale dywizje, ale korpus winniśmy wystawić. W zgodnej pracy wszyscy musimy się połączyć i działać, działać bezustannie.

Do czynu! Do broni! Do ofiar!

Nikogo nie powinno braknąć! Nikt nie powinien się uchylić od obowiązku pracy dla Polski! Ksiądz, robotnik, magnat i kobieta winni ramie przy ramieniu wesprzeć tę dziatwę naszą, co tak bohatersko piersiami swymi osłania Ojczyznę.[...]”

2 sierpnia 1920 r. powołano do życia Straż Obywatelską, i zaczęto fortyfikować przyczółek mostowy dla ochrony przeprawy przez Wisłę. 10 sierpnia ogłoszono stan oblężenia, a w nocy 10/11 w panice uciekły władze. 11 sierpnia dla obrony całego odcinka została utworzona Grupa „Dolna Wisła” pod dowództwem gen. Osikowskiego. Niestety, do obrony Płocka zostały wydzielone jedynie skromne siły.

Przyczółka i miasta bronić miały po jednym baonie z 6. ppl pod por. Głogowieckim, z 37. pp pod por. Karasińskim i z 10 pp pod por. Patałą oraz szwadron z Pułku Ułanów Tatarskich pod rtm. Richterem, 80 żandarmów i dwie baterie artylerii lekkiej. Na Wiśle działał ponadto niekompletny, naprędce montowany oddział Flotylli Wiślanej.

17 sierpnia wysłany na Trzepowo i niemal doszczętnie rozbity został baon 6. ppl, w pogoni za którym ruszyli krasnoarmiejcy osiągając rogatki Dobrzyńskie i Bielskie, o które do późnego wieczora trwały ciężkie walki. Polskie siły zostały przegrupowane. Większość wojsk skierowanych zostało do obrony przyczółka mostowego. Polacy 18 sierpnia liczyć mogli na 1500-2000 żołnierzy, 2 baterie lekkiej artylerii i ok. 20 kaemów. Przeciwko nim stanęły oddziały „Złotej Ordy Gaj-Chana” w sile ok. 3500-3800 bagnetów i szabel, wyposażonych w 12 dział i 40 kaemów.

18 sierpnia 1920 r. o godzinie 14 rozpoczęła się dramatyczna walka o Płock. Bolszewicy natarli niemal jednocześnie z dwóch stron. Kawkor uderzył przez rogatki Dobrzyńskie i Bielskie opanowując niemal całą północno – zachodnią część miasta. Zajęte zostały gmachy seminarium, magistratu, „Jagiellonki” i „Stanisławówki”, a także mnóstwo budynków prywatnych. Uderzając dalej impetem przebili się zagarniając także szpital PCK.

W mieście zapanował chaos. Polscy żołnierze wpadli w panikę. Jak relacjonuje por. Achmatowicz:

„[...]w mieście panuje straszliwy popłoch, wszystko dąży do mostu. Ostrzeliwując się wpadam na plac obok parku i kościoła, a dalej mała przestrzeń dzieli nas od mostu, stwarza to wielki popłoch. Kozacy [...] są już na placu i z koni strzelają do nas. Skuteczny ogień karabinów maszynowych Kozaków czyni straszne spustoszenie wśród koni i ludzi. Panika doprowadziła do tego, że poszczególne grupy żołnierzy strzelają omyłkowo do swoich [...] nie ma żadnego oddziału który by stawił opór bolszewikom. Rozgrywają się straszne sceny [...]”.

Inny pamiętnikarz podaje:

„Rozrywają się szrapnele, pędzi radziecka konnica na małych koniach, mołojcy w baranich czapach z szablami w dłoniach [...] Na zbawienny most rusza ludność cywilna i wojsko – ale wszystkich on nie pomieści”.

Na miasto nieustannie spadał grad kul z nieprzyjacielskich dział, wybuchały pożary, waliły się budynki. Słynni z okrucieństwa „czerwoni Kozacy” przechodzili samych siebie. Bogaty Płock padł łupem żądnych mordu i grabieży sołdatów. W mieście działy się straszne sceny, łupiono domy i sklepy, mordowano cywilów. To właśnie podczas tego ataku doszło do pamiętnej w dziejach zbrodni na pacjentach i załodze szpitala.

„Kto stał na drodze brał w łeb szablą albo w brzuch bagnetem. Jeńców w mieście nie brano w ogóle [...] Brano za to gwałtem kobiety. [...] Gdy w ręce rosyjskie wpadł szpital wojskowy, ponad stu rannych padło ofiarą mordu, pielęgniarki zaś, które nie ukryły się gwałcono i kaleczono”.

Podczas gdy w mieście panował chaos, a całe niemal dowództwo znajdowało się na lewym brzegu Wisły, inicjatywę przejęła ludność cywilna wraz z luźnymi, rozbitymi grupami żołnierzy, policjantów i żandarmów. Fakt, iż czerwona konnica zajęta była rabunkiem skwapliwie wykorzystali obrońcy z mjr. Mościckim, który wraz z grupą żandarmów zorganizował obronę na przedmieściu. Walkę podjęło wojsko wespół z cywilami. Ludność ruszyła na barykady.

Na ulicach Płocka postawiono 34 barykady, z czego 12 otoczonych zasiekami. Wszystkie one stanowiły samodzielne zapory i walczyły w odosobnieniu. Łączność pomiędzy nimi oraz transport meldunków zapewniali harcerze – dzieci, zaś kobiety zajmowały się opatrywaniem rannych. Na barykadach walczyło łącznie około 400 ludzi, czyli na jedną przypadało niewiele ponad 10 cywilów wyposażonych w erkaemy. Szczęściem, sowiecka artyleria nie mogła w pełni rozwinąć swojego ognia na barykady, aby nie razić swoich żołnierzy.

Niezwykle ważnym punktem obrony był róg ulic Sienkiewicza i Tumskiej, a także ulica Dominikańska, przy poczcie. W miejscu tym walczył oddział łódzkiej 9. kompanii telegraficznej jazdy liczący 42 żołnierzy pod ppor. Brodzińskim. Bardzo istotne były również okolice szpitala Św. Trójcy, barykada na Kolegialnej przy Gimnazjum Żeńskim im. Hetmanowej Reginy Żółkiewskiej, gdzie walczyli żandarmi, skrzyżowanie Warszawskiej i Kilińskiego, którego bronił oddział tatarskiego pułku ułanów pod por. Achnatowicza, rejon „Stanisławówki”, zbieg pl. Floriańskiego i pl. Kościuszki i okolice ul. Grodzkiej od pl. Kanonicznego. Najważniejszym jednak punktem miasta pozostawał przyczółek mostowy broniony przez wojsko pod mjr. Mościckim i jego adiutantem por. Waluszewskim.

Około godziny 18 bolszewicy wycofali się z pl. Floriańskiego z uwagi na obronę przyczółka przez wojsko polskie.

Bitwa trwała nadal.

„Wielką determinacją wykazał się sierż. Władysław Nowicki, broniąc się wspólnie z otoczonymi kolegami w rejonie «Stanisławówki» [dziś Al. Kobylińskiego – przyp. P.K.] Zasłaniając się karabinem przed uderzeniem szabli, stracił lewą dłoń, obrąbana przez Kozaka. Wtedy zębami odbezpieczał granaty i rzucał je w zbliżających się bolszewików. Ranny i wyczerpany stracił przytomność. Obudziły go głosy Kozaków dobijających bagnetami rannych żołnierzy polskich. On sam uniknął podobnego losu, bo przechodzący obok zabójcy uznali go za martwego [...]”

Nie tylko jednak wojskowi wykazywali się bohaterstwem, także ludność cywilna z zapałem broniła miasta.

„[...]Wielką pomoc i wsparcie obrońcom okazała ludność cywilna, tym kobiety i dzieci [...] Niektórzy walczyli na pierwszej linii z bronią w ręku, jak np. członkowie Straży Obywatelskiej lub nieznany z nazwiska starszy mężczyzna w al. Kilińskiego, który zbierał młodszych i na czele takiego improwizowanego oddziału robił wypady na bolszewików [...]”

Także małe dzieci, harcerze wspomagali obrońców.

„[...] Tadzio Jeziorowski, uczeń klasy drugiej, mąż który sobie liczy już lat 11 [...] działa w mieście; przez 5 godzin, oblewając się potem z przemęczenia, pod kulami, bez najmniejszej trwogi, owszem z zacietrzewieniem i zapałem pędzi od barykad do arsenału, od arsenału do barykad i roznosi amunicję. Ponieważ magazyn w Płocku posiadał karabiny wszelkiego typu: rosyjskiego, austriackiego i francuskiego, jakie kto chce, więc było sztuką rozeznać się w kalibrze naboi. Smyk Jeziorowski [...] rozpoznaje mig wszelkie zawiłości w tej mierze i ani razu się nie myli [...]”.

Również kobiety stojące w pierwszym szeregu, nieraz chwytające za broń i razem z małymi dziewczynkami, harcerkami, pomagające rannym, wykazywały się ogromną odwagą.

Przykłady można mnożyć. Wśród nich znajdujemy też takie jak historia czternastoletniego Józefa Kaczmarskiego, łącznika w I sekcji 2. plutonu 1. kompanii 6. ppl. Był on trzykrotnie ranny. Gdy zdjęty litością bolszewicki sanitariusz zaczął go opatrywać, na uwagę sołdata, iż należałoby raczej dobić „szkodnika” odparł: „być może, że on i szkodnik, ale bohater”. Niewiele starszy był młody obrońca opisywany przez publicystę „Czasu”:

„Piętnastoletni chłopczyk Zawadzki zaatakowany przez galopujących Kozaków schował się do jednej z bram i stąd strzelał aż do ostatniego naboju, dopóki nie zakłuto go bagnetami”.

Walki w mieście trwały bez ustanku. Około godziny 23 sytuacja stała się niezwykle napięta. Na szczęście niedługo później, od strony Radziwia, odezwały się 2 polskie baterie artylerii. Zagrzmiały także armaty flotylli rzecznej, statków „Minister”, „Wawel” i „Stefan Batory”, pod por. Nahorskim.

Około 3 w nocy nadciągnęła odsiecz w sile 1. baonu 102 Pułku Strzelców Podhalańskich oraz 2 kompanii Sułeckiego Pułku Strzelców i 2 kompanii Kowieńskiego Pułku Piechoty. O świcie 19 sierpnia od strony Radziwia, przez most, Polacy rozpoczęli kontrnatarcie. W tym jednak momencie bolszewicy na nowo rozpoczęli ostrzał polskich pozycji wytaczając swe działa. Polacy, mimo długotrwałych bojów, nie dawali za wygraną. Polski silny ostrzał artyleryjski i podjęty o godzinie 9 potężny atak stopniowo spychały bolszewików coraz dalej, aż około godziny 11, po ponad 21 godzinach nieustannej walki, Płock był wolny od wroga.

Straty własne były znaczne. Wyniosły one 200-300 zabitych, w tym ok. 100 cywilów, 300-400 rannych i 300-350 zabranych do niewoli, z czego większość została później rozstrzelana. Najmłodszym poległym był 14-letni harcerz Antolek Gradowski Straty wroga były prawdopodobnie mniejsze. Wynosiły około 240 zabitych, 100 jeńców i około 10 zagarniętych kaemów. W Płocku ponad 800 domów było zniszczonych, mury rozbite, słupy powywracane, a całe niemal miasto rozszabrowane.

Bohaterska obrona Płocka, będąca w tej wojnie jedynie krótkim i niewiele znaczącym epizodem, pokazała jednak społeczeństwu ofiarność i duch walki mieszkańców. Ochotnicze, przeważnie słabo wyszkolone i wyposażone oddziały ze zgrupowania Dolnej Wisły wraz z cywilnymi mieszkańcami toczyły boje z przeważającym liczebnie i wojskowo przeciwnikiem.

Długa linia obrony, zaskoczenie, przewaga bolszewików, tak w liczbie, doświadczeniu, jak i w ciężkim sprzęcie, a także słaba łączność i nieujednolicenie dowództwa w Płocku, wpływały na to, iż płocczanie byli w bardzo trudnej sytuacji. Jednakże niezwykły wprost heroizm i odwaga bohaterskich obrońców miasta i ojczyzny, tak wojskowych, jak i cywilnych, zniwelowały przewagę wschodnich najeźdźców.

III Korpus Kawalerii, określany jako Kawkor, zawierał w sobie 10. Dywizję Kawalerii w sile 3147 szabel i 27 kaemów, pod dowództwem N. D. Tomina składającą się z: 1. BK pod dowództwem Fondejewa (podzielonej na pułki kawalerii 55. i 56.), 2 BK pod Wasiljewem (57., 58. i 60. pk), oddział 59. pk oraz złożony z 3 baterii (12 dział) dyon artylerii. W skład korpusu Gaja wchodziła również 15. Dywizja Kawalerii, w sile 995 szabel i 19 kaemów, której dowódcą był Martuzenko, a dzieliła się ona na 3 brygady: 1. Selickiego (85. i 86. pk), 2. i 3. Ujedinowa (88., 89. i 90. pk) oraz 2 baterie artylerii (8 armat). Ponadto samodzielną grupę, wchodzącą w skład „Czerwonych Kozaków” Gaja Bżyszkiana, stanowiła 164. Brygada Strzelców (490., 491. i 492. ps oraz 2 baterie artylerii) posiadająca 700 bagnetów i 32 kaemy.

Korpus został utworzony 1 lipca w ramach IV Armii sowieckiej. Na jego czele stanął osławiony jako pogromca białych, trzydziestotrzyletni wówczas Ormianin, Gaj Dimitriewicz Gaj.

W polskiej historii zapisał się trwale jako niezwykle szybki, ruchliwy i szalenie skuteczny oddział. Niestety, owa „skuteczność” polegała najczęściej na zostawianiu za sobą pasma spalonej ziemi. „Czerwoni Kozacy” Gaja nie byli jedynym oddziałem, który siał spustoszenie, grabił i mordował, niemniej jednak w zbrodniczej działalności można ich porównać tylko do Konarmii Budionnego.

Masakra w Płocku i późniejsze rozstrzelanie prawie 300 polskich jeńców nie są w tym wypadku odosobnione. Po zajęciu Ostrołęki bojcy Bżyszkiana zabili pojmanych kawalerzystów płk. B. Roi. Podobnie było w Lemanie, gdzie w czasie bitwy sowieci wzięli do niewoli i bestialsko zamordowali 47 polskich żołnierzy i miejscowych partyzantów. W Chorzelach torturowano, a następnie zabito jeńców z Brygady Syberyjskiej. W Cichoszkach i pod Mławą wycinano bezbronnych jeńców. Łącznie, tylko w tych 4 miejscowościach zabito znacznie ponad 1000 Polaków.

Wielce prawdopodobne, choć niepotwierdzone, są również pogłoski o wyrżnięciu 500 ochotników z 205 pp pod Łomżą. Także w wielu innych miejscach odnajdujemy ślady masakry. Jedno z nich opisuje w swych wspomnieniach gen. L. Żeligowski:

„Leżała [...] wielka ilość trupów. Byli to w większości nasi żołnierze pozabijani po walce. W bieliźnie tylko i bez butów. Pokłóci szablami i bagnetami, mieli zmasakrowane twarze i powykłuwane oczy [...] W tym czasie [...] przyjechał angielski generał z kilku [...] oficerami... milczeli [...]”.

Część bolszewików poniosła jednak karę za swoje zbrodnie. Polscy żołnierze (jak chociażby oddziały Huzarów Śmierci) z ogromną ochotą podejmowali działania przeciwko Kawkorowi podczas późniejszej ofensywy usiłując nie dopuścić do wymknięcia się Korpusu za niemiecką granicę. Także w obozach jenieckich skwapliwie wyszukiwano członków Kawkoru. W końcu wybrawszy ok. 300 zawieziono ich na stację w Konopnikach, gdzie z wyroku sądu zostali rozstrzelani. Tylko jednemu z nich darowano życie, co więcej, ułaskawiono go, gdyż uratował wcześniej życie jednemu z polskich oficerów, których to sowieci gorliwie zabijali.

10 kwietnia 1921 roku, w uznaniu zasług, miasto Płock zostało odznaczone przez Naczelnika Państwa, marszałka Józefa Piłsudskiego Krzyżem Walecznych. Wypowiedział on wówczas znamienne słowa:

„Za zachowanie męstwa i siły woli w ciężkich i nadzwyczajnych okolicznościach, w jakich znalazło się miasto, za męstwo i waleczność – mianuję miasto Płock – Kawalerem Krzyża Walecznych”.

Wobec gen. Tadeusza Rozwadowskiego, gen. Władysława Sikorskiego i płk. Bolesława Wieniawy – Długoszowskiego Marszałek udekorował także 15 osób (m.in. por. S. Nahorskiego) Krzyżem Virtuti Militari, a 64 osoby Krzyżem Walecznych. Znalazł się wśród nich także 11-letni uczeń i harcerz Tadeusz Zygmunt Jeziorowski. Ponadto 50 osób wyróżniono również ustanowioną rozkazem gen. Rozwadowskiego odznaką „Za obronę Płocka”.

źródło: http://historia.org.pl/2015/08/18/95-rocznica-bohaterskiej-obrony-plocka/

Inne artykuły...
Go to top