troche sie zgubilemGdyby lody marcepanowe i Astrid Lindgren napisali i zilustrowali razem książkę, to właśnie tę. Słodycz i sto procent dzieciństwa w dzieciństwie, a do tego prawdziwa przygoda i przewrotny humor. No i jeszcze uniwersalne przesłanie o docenianiu tego, co mamy. Czy w malutkiej kartonówce może wydarzyć się wielka historia? Tak, poza tym, że jest to cudo graficznej opowieści, mamy tu strach, radość, zwątpienie, zaskakujące zwroty akcji, niebezpieczną podróż i bohaterkę kradnącą serce czytelnika. Mała, idealna książka. Najważniejsza, bo otwierająca czytelniczą przygodę najmłodszych dzieci. (Z uzasadnienia jury Plebiscytu Lokomotywa).

Książka zwyciężyła w kategorii "od A do Z" w Plebiscycie Lokomotywa 2019 organizowanym przez grupę blogerów.

"Trochę się zgubiłam" Chris Haughton, tł. Katarzyna Domańska, Dwie Siostry, wiek: 1+

chlopiec znikadKsiążka o uchodźcach, ale taka, która mówi o problemie w nowatorski sposób. Nie poucza, nie moralizuje, nie podaje gotowych rozwiązań, ale wciąga i wzrusza. Jest bardzo prosta w formie – krótkie, nieskomplikowane zdania, łatwe słownictwo. Ale to dobrze, bo to ma być książka "dla każdego". Nie powinno się pisać książek dla każdego, ale ta jest właśnie taka – absolutnie każdy powinien ją przeczytać! (Z uzasadnienia jury Plebiscytu Lokomotywa).

Książka zwyciężyła w kategorii "fabuła" w Plebiscycie Lokomotywa 2019 organizowanym przez grupę blogerów.

"Chłopiec znikąd" Katherine Marsh, tł. Anna Klingofer-Szostakowska, Sara Manasterska, Widnokrąg, wiek: 10+

po ciemkuWielkoformatowa książka ilustrowana, w interesujący i przystępny sposób prezentuje temat wzbudzający szczególny entuzjazm dzieci – co się dzieje (ze mną, ze światem), gdy śpię? Publikacja zaspokaja dziecięcą ciekawość świata, eksplorując  pięć obszarów zagadnień: ciało człowieka, zjawiska ziemskie, florę i faunę, pracę nocną człowieka i zwierząt oraz nocne świętowanie, umiejętnie przekazując młodemu czytelnikowi podstawową wiedzę w tym zakresie, wzbogaconą o ciekawostki. Dużym atutem książki, wyróżniającym ją na tle innych publikacji non-fiction, jest plastyczność, a nawet poetyckość języka. Dzięki temu rodzic może czytać książkę na głos jak opowieść, co jest szczególnie cenne, zważywszy na to, że odbiorcami są kilkulatki. (Z uzasadnienia jury Plebiscytu Lokomotywa).

Książka zwyciężyła w kategorii "fakt" w Plebiscycie Lokomotywa 2019 organizowanym przez grupę blogerów.

"Po ciemku, czyli co się dzieje w nocy" Monika Utnik-Strugała, il. Małgosia Piątkowska, Nasza Księgarnia, wiek: 6+

2720 maly atlas zwierzakoEwa i Paweł Pawlakowie przyzwyczaili nas do grafiki najwyższej jakości. Mały atlas zwierzaków to nie tylko wspaniała książka pokazująca, jak można obserwować najbliższe otoczenie i jak wiele zwierząt żyje tuż obok nas. Oboje artystów cechuje niesamowita wrażliwość estetyczna i chęć wejścia w dialog z najmłodszymi odbiorcami. Akwarele, kolaże, dziecięce rysunki, przestrzenne modele są nie tylko świadectwem kunsztu, ale także niesamowitą zachętą do twórczości, do wykorzystywania tego, co w zasięgu ręki. Ta książka zadaje pytanie: „tak my widzimy naszych zwierzęcych sąsiadów, a jak widzisz je Ty”? (Z uzasadnienia jury Plebiscytu Lokomotywa).

Książka zwyciężyła w kategorii „obraz” w Plebiscycie Lokomotywa 2019 organizowanym przez grupę blogerów.

 "Mały atlas zwierzaków" Ewa Kozyra-Pawlak i Paweł Pawlak, Nasza Księgarnia

   

 

bardzo dzika opowiesc komiksPorywająca fabuła z delikatnie wplecionym manifestem ekologicznym to jest to, co w komiksach Samojlika lubimy. Plus duże poczucie humoru, ciekawe postaci i realia jak żywo przypominające współczesny świat i wydarzenia z pierwszych stron gazet. Brawo za oddanie głosu zwierzętom dzikim z puszczy i tym domowym, a także uwrażliwianie czytelników na to, co tak cenne – przyrodę. (Z uzasadnienia jury Plebiscytu Lokomotywa).

Książka zwyciężyła w kategorii „komiks” w Plebiscycie Lokomotywa 2019 organizowanym przez grupę blogerów.

"Bardzo dzika opowieść. Las Złamanych Serc 1" sc. Tomasz Samojlik, il. Marcin Podolec, Agata Mianowska, Kultura Gniewu, wiek: 6+

zimowe zareczyny okladka FRONTZagraniczni recenzenci porównują francuską serię o Ofelii i Thornie do cyklu o Harrym Potterze. Czy słusznie? Trudno powiedzieć: przed nami jeszcze trzy tomy. Ale już teraz można stwierdzić, że mają ze sobą coś wspólnego – tłumaczenie, które sprawia, że powieść czyta się z wielką przyjemnością. Przekład Pawła Łapińskiego jest barwny i  bogaty, przypomina, że język polski może pięknie brzmieć, bez schlebiania czytelnikowi, który na co dzień obcuje z mową mediów społecznościowych. Jestem ciekawa, czy tłumacz – podobnie jak Andrzej Polkowski – rozbierał na części słowa w oryginale, by stworzyć coś, co w języku polskim będzie sugestywne? Bo np. skąd się wzięła nazwa Niebiasta? (Z uzasadnienia jury Plebiscytu Lokomotywa).

Książka zwyciężyła w kategorii "przekład" w Plebiscycie Lokomotywa 2019 organizowanym przez grupę blogerów.

"Zimowe zaręczyny. Lustrzanna 1" Christelle Dabos, tł. Paweł Łapiński, Entliczek, wiek: 14+

Michał Rusinek, Jaki znak twój? Wierszyki na dalsze 100 lat niepodległości, ilustr. Joanna Rusinek, Znak Emotikon, Kraków 2018

jaki znak twójPonad sto lat temu, w 1900 roku, polskie dzieci po raz pierwszy przeczytały wierszyk, który zaczyna się od słów: "Kto ty jesteś? Polak mały”. Niedługi, prosty w formie, lecz głęboki w treści, uczył miłości do ojczyzny, której nie było wówczas na mapie Europy. Istniała w sercach, narodowej dumie i myślach Polaków. Kilkanaście lat później te myśli zamieniły się w czyny i Polska odzyskała swoje miejsce wśród innych państw Europy i świata. Mijały lata, a krótki wierszyk o "Polaku małym” recytowały kolejne pokolenia polskich dzieci na szkolnych akademiach, zuchowych zbiórkach i u cioci na imieninach. "Katechizm polskiego dziecka” Władysława Bełzy, bo oczywiście o nim mowa, wychował rzesze Polaków, ucząc szacunku do ojczyzny. Dziś jego strofy mogą wydawać się trochę patetyczne, staroświeckie, nieprzystające do rzeczywistości. Świat się zmienił, a Polska razem z nim. Można więc zadać pytanie, kim dziś – w czasach, gdy nie potrzebujemy już ofiary z "krwi i blizny” – jest "Polak mały” i czym dla niego jest ojczyzna.  

Odpowiedzi na te pytania udzielił Michał Rusinek, pisząc nowy "katechizm” – "Jaki znak twój? Wierszyki na dalsze 100 lat niepodległości”. Napisał go w roku wyjątkowym, roku, w którym obchodziliśmy stulecie odzyskania polskiej państwowości. Można zaryzykować stwierdzenie, że utwór Rusinka jest hołdem złożonym starszemu koledze po piórze, którego patriotyczny wierszyk z dużym stopniu przyczynił się do tego, że dziś mamy co świętować.    

Władysław Bełza zadał "Polakowi małemu” dziesięć prostych pytań i udzielił dziesięciu równie prostych, dwuwyrazowych odpowiedzi. Michał Rusinek postawił te same pytania – co świadczy o ich ważności i ponadczasowości – lecz jego odpowiedzi są nowe, bardziej obszerne i odpowiadające czasom, w których żyjemy. 

Kim dziś jest "Polak mały”? Przede wszystkim Polakiem, bo "po polsku gada, myśli oraz odpowiada”, ale też Europejczykiem i obywatelem świata, pewnym siebie, wykształconym, tolerancyjnym i otwartym na innych ludzi, niezależnie od ich pochodzenia lub koloru skóry, bo "nikt nie jest lepszy czy gorszy od nikogo”.

Nowoczesna technologia i wielka polityka sprawiły, że świat się skurczył, zniknęła większość granic, a my żyjemy w globalnej wiosce. Łatwość przemieszania się z kraju do kraju sprawia, że ojczysta ziemia "Polaka małego” może być wszędzie, bo "Polska żyje sobie w nas". Pod każdą szerokością geograficzną czuje się jak we własnym domu, a ten dom "jest zawsze otwarty dla wszystkich fajnych gości”.

W świecie, którym rządzi internet, "Polakowi małemu” wyraz znak prędzej kojarzyć się będzie z emotikonem niż "orłem białym”, co wcale nie znaczy, że orła lekceważy. Przeciwnie, czci godło, flagę i hymn, choć ten ostatni najczęściej słyszy, gdy "śpiewają go piłkarze”. I nic dziwnego, w czasach pokoju mężczyźni ganiają za piłką na boisku, zamiast wymachiwać szabelką. "Polak mały" żyje teraźniejszością, ale nie zapomina o historii – tej wielkiej "pełnej bitew, armat, koni, powstań i zawierzeń broni” i tej małej, rodzinnej. Obu należy się szacunek, bo uczą "żeby kilka razy z rzędu nie popełniać starych błędów”.

Miłość do ojczyzny jest dziś wciąż istotną sprawą, lecz inaczej pojmowaną. "Polak mały” na szczęście nie musi dokonywać już heroicznych czynów, wystarczy, że skasuje bilet w tramwaju, nie marnuje wody, kibicuje naszym sportowcom, posprząta po swoim psie czy wykona podobne, równie prozaiczne czynności. W czasach pokoju szacunek dla ojczyzny przejawia się w byciu uczciwym, porządnym człowiekiem.

"Katechizm polskiego dziecka” Władysława Bełzy oparł się czasowi i – w wierszach Rusinka – zyskał nowy wymiar… znacznie większy. Czy "Jaki znak twój” trafi pod strzechy i za sto lat będzie recytowany przez kolejne pokolenia, tego nie wiem. Bez wątpienia te dziesięć radosnych, łatwo wpadających w ucho wierszyków, które Michał Rusinek napisał – a Joanna Rusinek pięknie zilustrowała – będzie żartobliwym obrazem życia "Polaka małego” początków XXI wieku, jego poglądów, zachowań i sposobu myślenia.     

AB

Martin Widmark, "Dom, który się przebudził". Ilustr. Emilia Dziubak, przeł. Marta Dybula. Wydawnictwo Mamania, Warszawa 2017.

dom ktory sie przebudzil w iext51079046Zajrzyjmy na chwilę do smutnego, zaniedbanego domu, w którym mieszka stary Larson, bohater książki dobrze znanego w Polsce szwedzkiego pisarza Martina Widmarka. Trudno nam będzie stwierdzić, czy dom należy wciąż do tego świata, podobnie jak jego mieszkaniec, żyjący właściwie w czasie przeszłym. Larson, przechadzając się po swoim domu, niegdyś pełnym ludzi, zagląda w przeszłość i z każdym dniem coraz bardziej w niej pozostaje. Codziennie rozmawia w kuchni ze zmarłą żoną, w sypialni mówi jej dobranoc, gasi światło w pokoju dzieci, które widzi, mimo że już dawno założyły własne rodziny i opuściły rodzinne gniazdo. Pozwala, by wszystko wokół, razem z nim, zdążało do kresu. Nie martwi go nawet ucieczka kota – w końcu on sam też niedługo odejdzie...

Tę ponurą sytuację znakomicie oddają ilustracje Emilii Dziubak. Dom Larsona, opleciony gąszczem korzeni, zarasta, łączy się z ziemią. Jego wnętrza wypełniają kurz i trochę niepokojące światło lamp, w którym ukazane zostały osoby z przeszłości.

A jednak książka nie jest smutna. Życie bohatera niespodziewanie odmienia się za sprawą chłopca z sąsiedztwa, który pewnej nocy puka do drzwi domu i prosi starego człowieka, by w czasie wakacji zaopiekował się jego doniczkową rośliną, tak małą, że jeszcze niewidoczną. Larsonowi ta sytuacja wydaje się absurdalna, ale nie chcąc zrobić dziecku przykrości, przygarnia kiełkujące życie, które w końcu jemu samemu przywraca siły. Jemu i staremu domowi, bo i on także ożywa. Wreszcie jest sprzątnięty, przewietrzony i otwarty na świat...

Dom, który się przebudził jest książką obrazkową. Oszczędnej narracji słownej towarzyszy rozbudowana narracja obrazowa. W ostatniej scenie – podobnie jak inne, napisanej i narysowanej – widzimy Larsona wędrującego za rękę z małym właścicielem doniczki (rośnie w niej teraz piękny czerwony mak). Wybierają się do rodziców chłopca na kieliszek wina. Starszy pan nie chce, by zwracano się do niego inaczej niż po imieniu. Prosi chłopca: „Nie mów do mnie pan. Czuję się wtedy taki stary”. I chociaż czerwony mak przypomina Larsonowi zarówno obrazy, które malowała jego zmarła żona, jak i łąkę, na której po raz pierwszy żonę przytulił, to wspomnienia te nie odbierają mu, jak dotąd, siły do życia, lecz wyzwalają długo nieodczuwaną radość. Podobnie jak widok kota-uciekiniera, który już nie myśli o opuszczeniu swego cudownie odmienionego pana.

Warto tę książkę przeczytać, obejrzeć z uwagą i przemyśleć. Ten krótki utwór pokazuje, jak wielką wartością mogą być dla siebie ludzie różniący się, nawet znacznie, wiekiem. Zachęca, by zamiast murów dzielących pokolenia – jak to często bywa – budować mosty, które je połączą. Zachęca również, by starać się przezwyciężać własne słabości, smutki czy niepowodzenia i przynajmniej próbować zacząć życie od nowa. Bo przecież zawsze może się znaleźć ktoś, komu jesteśmy potrzebni, kto nas zrozumie i zechce pomóc. Albo tylko pojawi się obok – czasami to wystarcza.

EG

 

Raquel Diaz Reguera, "Dziewczynki latają wysoko", Wydawnictwo Debit, Katowice 2018.

dziewczynki latają wysokoTrzy dziewczynki, trzy marzenia. Lekka jak piórko Amelia chce być najlepszą pilotką na świecie, małomówna Helena pragnie zostać wielką pisarką, a „okrągła jak kropka nad i” Martyna marzy o karierze skrzypaczki. W dążeniach do osiągnięcia celów wspiera je pan CHCIEĆ-TO-MÓC. To on dodaje im skrzydeł. Ale ma rywala, a nawet całą bandę rywali dowodzoną przez pana NIE-UDA-CI-SIĘ. Złe typy to pani URODA-ZEWNĘTRZNA, pan LUSTERECZKO, pan NIERÓWNOŚĆ i pani-UTKA. Wszyscy dbają o to, by dziewczynki nie mogły oderwać się od ziemi. Do ich kieszeni, butów i plecaków dosypują kamyczki – szepty odbierające wiarę w siebie: "musisz być wysoka i szczupła", jesteś "za gruba, za niska, głupia, chuderlawa, patyk, brzydula, okularnica", "dziewczynki są słabsze od chłopców", "dziewczynki są mniej odważne", "dziewczynki… gorzej… mniej… gorzej…”.

Kamyczki uwierają, mącą myśli Amelii, Heleny i Martyny: może faktycznie jestem za gruba, za niska, gorsza od chłopca, może nie powinnam marzyć, bo moje marzenia są nieosiągalne, bo jestem dziewczynką, bo to nie wypada, bo powinnam być śliczniUTKA, milUTKA, czyli taka, jak chce pani-UTKA. 

Kamyczek po kamyczku rośnie góra wątpliwości. „Może” po pewnym czasie przemienia się w "na pewno". Dziewczynki rezygnują z marzeń. Pan CHCIEĆ-TO-MÓC załamuje ręce.

Amelia, Helena i Martyna – trzy dziewczynki i trzy marzenia. Takich dziewczynek jest wiele. Są inteligentne, ambitne, zdolne i wytrwałe, lecz ulegają społecznym oczekiwaniom i rezygnują z realizacji swych celów. Godzą się z narzucaną im niższą – w stosunku do chłopców – pozycją społeczną, a wielkie plany zastępują pogonią za gładką buzią i nienaganną sylwetką.         

Jednak dla Amelii, Heleny i Martyny jest ratunek. W pokonaniu bandy pana NIE-UDA-CI-SIĘ pomaga im inna dziewczynka, Emilka, która twierdzi, że gdy dorośnie, zostanie Marsjanką ­– kobietą z planety zarezerwowanej dla mężczyzn. Dla niej nie ma rzeczy niemożliwych ani takich, których robić nie wypada. Takich Emilek też jest wiele. Mali czytelnicy mogą poznać niektóre z nich dzięki lekturze książek o silnych kobietach, które nie pozwoliły, by ktoś podciął im skrzydła: "Damy, dziewuchy, dziewczyny. Historia w spódnicy", "Nadzwyczajnie wspaniałe kobiety, które zmieniły świat", "Opowieści na dobranoc dla małych buntowniczek", "Superbohaterki". Wszystkie, łącznie z omawianą, powinny poznać dziewczynki, żeby nie wahały się wyrzucić z buta czy plecaka kamyczki i "latały wysoko", ale też chłopcy, aby w dziewczynkach dostrzegli równe sobie partnerki.     

Raquel Diaz Reguera jest nie tylko autorką, ale też ilustratorką książki. Duże, wyraziste rysunki zajmują niemal całe strony i wiernie komentują opisywaną rzeczywistość. Właściwie tekst i ilustracje są na równorzędnych prawach, dlatego książkę mogą "czytać" dzieci nieznające liter.  

AB

Robert Kimmel Smith, "Wojna z dziadkiem", Dwukropek, Warszawa 2018

Wojna z dziadkiem"– Może to właśnie tak zaczynają się wojny, a potem trwają i trwają – powiedziałem. – Wróg wyrządza ci jakąś krzywdę, więc ty robisz mu coś gorszego. Wtedy on się odgrywa, a potem ty, wszystko robi się coraz poważniejsze i podlejsze, aż w końcu ktoś zrzuca bombę. Czy nie tak to wygląda? – Mniej więcej właśnie tak – zgodził się ze mną”.

To fragment rozmowy Petera z dziadkiem. Obaj toczą wojnę o pokój, taki zwyczajny pokój dziesięcioletniego chłopca. Peter mieszkał w nim od urodzenia, znał każdy kąt i nawet w nocy, po ciemku wiedział, gdzie co stoi: łóżko przy dłuższej ścianie, w rogu biurko, dalej żółte regały pełne zabawek, a na nich pudełka po butach z kolekcją kart z bejsbolistami. Pokój niczym się nie wyróżniał, ale Peter czuł się w nim szczęśliwy i bezpieczny. Niestraszne mu były trzeszczące podłogowe deski ani gałęzie drzew skrobiące w okno. To był JEGO pokój. 

I nagle zjawia się dziadek. Schorowany, przygnębiony i samotny po śmierci babci, nie może mieszkać sam. Przenosi się do rodziny i zajmuje pokój Petera, a chłopiec trafia na poddasze. Otrzymuje pokój, którego nie znosi. Jest zły i przestraszony koniecznością mieszkania w nowym miejscu, gdzie deski podłogowe trzeszczą złowrogo, a cienie gałęzi drzew na ścianie wyglądają jak czarne łapska. Zamierza więc odzyskać swoją własność i wypowiada dziadkowi wojnę, oficjalnie, na piśmie. Dziadek początkowo lekceważy przeciwnika, potem próbuje zniechęcić go do działań wojennych, aż w końcu daje się wciągnąć w grę. I tak raz jeden (Skryty Wojownik Peter), raz drugi (Stary Pryk dziadek) robią sobie na złość.

Wojna domowa Petera i dziadka nosi wszystkie cechy prawdziwego konfliktu zbrojnego (Peter odbywa narady wojenne z kolegami z podwórka, prowadzi konferencje pokojowe z dziadkiem, dziadek proponuje rozejm, jest chwilowe zawieszenie broni i wznowienie działań wojennych, pojawiają się elementy wojny psychologicznej). I tylko jedno różni tę wojną od prawdziwej – Peter i dziadek nie czują do siebie nienawiści: "Dziadku – zacząłem, a on zatrzymał się w progu. – Kocham cię… – powiedziałem, a on się uśmiechnął – ...ale wojna trwa dalej!”. Z czasem ich działania stają się coraz bardziej bezwzględne. Wojna kończy się pokojem, ale rozejm okupiony jest cierpieniem starszego pana i wyrzutami sumienia wnuka.

Kto jest winien tej wojny domowej? Dziesięcioletni Peter, który – choć świadom, że rani  dziadka – nie potrafił pogodzić się z utratą pokoju? Dziadek, który w porę nie przerwał gry? A może rodzice? To oni podjęli decyzję o oddaniu pokoju Petera dziadkowi, nie pytając syna o zdanie. Może się wydawać, że mieli prawo tak zrobić, ale z drugiej strony: „Kiedy rodzice chcą, żeby dziecko coś zrobiło, a dziecko tego nie chce, jedno jest pewne. To, że rodzice zazwyczaj postawią na swoim. To jeden z wielkich atutów bycia rodzicem. Kłótnie rozstrzygasz na swoją korzyść”. A wystarczyło porozmawiać i poszukać innego rozwiązania, które w końcu i tak się znalazło.

"Wojna z dziadkiem" to dobrze napisana, dowcipna książka antywojenna. Dziadek tłumaczy Peterowi jej bezsens: "– Wojna jest bolesna […]. Rani, zabija i niesie krzywdę. Tylko głupiec dąży do wojny", a wnuk, po wielu mniej lub bardziej dotkliwych potyczkach, przyznaje mu rację.

Książkę powinni przeczytać wszyscy: dziadkowie, rodzice i wnuki, zwłaszcza mieszkający pod jednym dachem, by nauczyć się szanować zdanie i potrzeby poszczególnych członków rodziny, nawet tych najmłodszych. Ci z kolei dowiedzą się, że wojna jest najgorszym sposobem rozstrzygania konfliktów i istnieją pokojowe sposoby ich zażegnywania. Ta wiedza przyda im się w kontaktach z rówieśnikami i później w dorosłym życiu.  

AB

 

logo ibby
 

 logo qlturka

 logo ryms

 logo pidd