Michelle Cuevas, "Jak hodować i karmić domową czarną dziurę", Nasza Księgarnia, Warszawa 2019.

jak hodowac i karmicPod koniec lat 70. ubiegłego stulecia NASA przygotowywała się do wystrzelenia w przestrzeń pozaziemską sondy kosmicznej Voyager. Na jej pokładzie umieszczono złotą płytę z nagraniami dźwięków Ziemi. Były wśród nich pozdrowienia w różnych językach i utwory muzyczne z wielu zakątków naszego globu.

Mała Stella Rodriguez uznała jednak, że na płycie brakuje jednego dźwięku – śmiechu jej zmarłego taty. Wybrała się więc do siedziby NASA, by pomówić w tej sprawie z Carlem Saganem, twórcą międzygwiezdnego przesłania. Nie została wpuszczona, ale nie wróciła do domu z niczym. Jej śladem podążyło tajemnicze stworzonko – czarna dziura.

Czarna dziura zadomowiła się w pokoju Stelli. Stała się nietypowym domowym zwierzątkiem, które na początku sprawiło trochę kłopotów, bo niczym odkurzacz wciągało wszystko, co znalazło na swojej drodze. Z czasem właściwości czarnej dziury stały się przydatne. Stella zaczęła wrzucać do niej wszystko, czego chciała się pozbyć.

Najpierw do czarnej dziury trafiły sprawdziany ze złymi ocenami, potem brukselka, niewydarzone rysunki młodszego brata Cosmo, którymi obdarowywał Stellę, i brzydkie gryzące swetry od ciotki Celeste. A na koniec w czarnej dziurze zniknęły pamiątki, których widok był dla Stelli zbyt bolesny: zestaw "Mały chemik", tablica z układem okresowym pierwiastków, kolekcja owadów, model zmyślnej planety i zapis śmiechu, których chciała umieścić na złotej płycie Voyagera. Słowem, wszystkie rzeczy, które przypominały zmarłego ojca i sprawiały, że Stella czuła "dziurę w sercu".  

Tytuł książki "Jak hodować i karmić domową czarną dziurę" mógłby brzmieć "Jak wydostać się z czarnej rozpaczy po stracie bliskiej osoby". Wrzucenie do czarnej dziury rzeczy wywołujących wspomnienia po zmarłym ojcu miało pomóc Stelli uporać się z żalem. Czy jednak zapomnienie o wspólnej przeszłości jest dobrą metodą? Może wspomnienia – choć wywołują ból ­– warto zachować w sercu i czerpać z nich siłę? Mogą stać się "bezpiecznym schronieniem", gdy jesteśmy smutni lub zagubieni. W życiu każdego z nas jest przecież miejsce na różne uczucia: miłość, żal, tęsknotę, ból po stracie i odwagę, by pokochać na nowo. O tym wszystkim Stella dowiaduje się, gdy sama skacze do czarnej dziury i odbywa w niej podróż w głąb siebie – swoistą psychoterapię: "Próbowałam się pozbyć wszystkiego, co było złe w moim życiu, i niewiele brakowało, a nie zostałoby też nic dobrego". Stella przechodzi przemianę i godzi się z losem. Ucieczka od przeszłości nie jest dobrym sposobem na ukojenie żalu. Lepszym jest zmierzenie się z nią, a także pogodzenie z teraźniejszością, dostrzeżenia, że wokół nas są inni, być może tak samo jak my pogrążeni w żałobie. Dla Stelli to przede wszystkim młodszy brat, który też stracił ojca, i tak jak Stella wpadł do czarnej dziury. Po śmierci bliskiej osoby wpada do niej każdy z nas. Pobyt w czarnej dziurze to czas rozpaczy, który jednak – podobnie jak Stellę – wyprowadza "z najczarniejszego mroku".

Bez wątpienia zmaganie się Stelli z tęsknotą po śmierci ojca jest głównym wątkiem książki. Ale są też dwa inne, ścisłe z nim powiązane. Jednym z nich jest wielka przyjaźń łącząca ojca z córką. Stella i jej zmarły tata byli do siebie podobni – dwoje samotników: "…wilczą skłonność do samotności odziedziczyłam po Tobie. Jaki ojciec, taka córka". Być może rozpacz dziewczynki nie byłaby tak dojmująca, gdyby nie ich serdeczne relacje. Stella przywołuje wspomnienia wspólnych rozmów i zabaw: "Z teleskopu korzystaliśmy tylko Ty i ja – to był taki nasz zwyczaj, coś dla taty i córki, ale teraz Cię nie ma, na podwórku czają się upiory i wszystko jest do bani", a także żartów i śmiechu – tego, który Stella chciała umieścić na złotej płycie Voyagera. Skąd u małej dziewczynki tak oryginalny pomysł? To też zasługa jej ojca, który zdołał zainteresować córkę swoją pasją – astronomią. Jej imię, Stella – gwiazda, nie jest przypadkowe.

Astronomia to trzeci wątek książki, niezbyt często spotykany w literaturze dla najmłodszych. Rozmowy i zabawy Stelli i ojca krążyły wokół nieba. Na kartach książki pojawiają się "kosmiczne" nazwy: orbita, galaktyka, gwiazdozbiór, Voyager, Mleczna Droga, Proxima Centauri, no i oczywiście tytułowa czarna dziura. Dzięki nim autorka przemyca wiedzę o wszechświecie. Mimo trudnego tematu – zarówno całej książki, jak i zagadnień astronomicznych – pisze lekko, ciekawie, niekiedy dowcipnie. Być może uda jej się skłonić jakiegoś młodego czytelnika do sięgnięcia po teleskop.  

Wśród wielu ukazujących się ostatnio publikacji o radzeniu sobie dziecka z żałobą książka "Jak hodować i karmić domową czarną dziurę" wydaje się jedną z oryginalniejszych, choćby właśnie z powodu astronomicznej tematyki – zarówno w warstwie realistycznej, jak i fantastycznej. Niech więc moją recenzję zakończy gwiezdne przesłanie dla każdego, kto tęskni po stracie bliskiej osoby: "Nawet jeśli jakaś gwiazda umiera daleko, daleko stąd, jej światło jest nadal widoczne, a gwiazdozbiór, którego była częścią, trwa”.     

AB

logo ibby
 

 logo qlturka

 logo ryms

 logo pidd